Alonzo Menifield pokonał Iwo Baraniewskiego niejednogłośną decyzją na UFC 331, ale za tę wygraną zapłacił bardzo wysoką cenę.
Według raportu z zawieszeń medycznych Amerykanin doznał możliwego złamania lewego kciuka. Komisja wpisała mu 180 dni przerwy, chyba że wcześniej dostanie zgodę lekarza na powrót.
Takie zawieszenie nie oznacza automatycznie, że Menifield przez pół roku nie może nawet trenować. To zabezpieczenie medyczne. Jeśli badania wykażą, że uraz goi się prawidłowo i lekarz dopuści zawodnika, termin może zostać skrócony.
Co wiemy na ten moment
Uraz miał pojawić się już w pierwszej rundzie. Menifield mimo tego przewalczył pełne piętnaście minut i ostatecznie przekonał do siebie dwóch z trzech sędziów.
Złamany albo poważnie uszkodzony kciuk zmienia sposób zadawania ciosów, pracę w klinczu i chwyt przy próbach kontroli. Amerykanin musiał więc przez znaczną część pojedynku radzić sobie z problemem, którego z zewnątrz nie było łatwo ocenić.
To również pokazuje, jak ciężkie uderzenia Baraniewskiego przyjmował rywal. Polak przegrał pierwszy raz w zawodowej karierze, ale nie wyszedł z tej walki jako zawodnik, którego można teraz spokojnie skreślić.
Co to oznacza dalej
Nie ma jednak sensu odwracać wyniku przez kontuzję rywala. Oficjalny werdykt zostaje. Dla Baraniewskiego ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, dlaczego przy tak bliskiej walce nie zrobił wystarczająco dużo, żeby odebrać sędziom możliwość wyboru.
Pierwsza porażka często pokazuje więcej niż seria szybkich skończeń. Tutaj wyszły elementy, nad którymi można realnie pracować: zarządzanie tempem, punktowanie końcówek rund i dokładność wtedy, gdy rywal przestaje odpowiadać tak dynamicznie.
Menifield czeka teraz na dalszą diagnostykę. Dopiero po zgodzie lekarza będzie można mówić o realnym terminie jego kolejnego występu.



