Arman Tsarukyan brutalnie znokautował Mauricio Ruffy'ego na UFC 331. Nawet Paddy Pimblett przyznał, że kończący łokieć był kapitalny.
Paddy nie wytrzymał jednak długo bez zaczepki. Stwierdził, że wcześniej widział w grze Armana problemy i nadal uważa, że sam poradziłby sobie z nim w bezpośredniej walce.
To nie był przypadkowy komentarz. Pimblett od dawna buduje wokół siebie pozycję człowieka, który potrafi zamienić każdą rozmowę o dywizji w rozmowę o własnej walce. Tym razem dostał idealny punkt zaczepienia.
Co dokładnie się wydarzyło
To klasyczny Pimblett. Najpierw pół komplementu, potem szybki powrót do budowania własnej historii. Sportowo Tsarukyan zrobił jednak dokładnie to, czego potrzebował. Skończył groźnego rywala i ponownie postawił swoje nazwisko przy walce o pas.
Arman nie potrzebował kolejnej spokojnej decyzji. Potrzebował momentu, który będzie można pokazać w każdym materiale promującym jego następny występ. Kończący łokieć dał mu właśnie taki obraz.
Pimblett ma popularność i umiejętność sprzedawania konfliktu. Tsarukyan ma dziś mocniejszy argument sportowy. Jeśli UFC kiedyś ich zestawi, cała promocja praktycznie napisze się sama.
Dlaczego ten temat ma znaczenie
Czy Paddy naprawdę chciałby tej walki teraz? Mówić jest łatwo. Wejść do klatki z Armanem po takim nokaucie to już zupełnie inna rozmowa.
Najpierw musi jednak dojść do sytuacji, w której obaj mają wolny termin i ten sam sportowy interes. W lekkiej jest zbyt dużo nazwisk, żeby każdy medialny pojedynek automatycznie stawał się oficjalnym eliminatorem.
Na razie Arman wygrał w klatce, a Paddy kolejną rundę przed mikrofonem. Tylko pierwsza z tych rzeczy realnie przybliża do pasa.



